wtorek, 24 marca 2015

"Zło budzi się wiosną" Mons Kallentoft - 1/2015



Do Linkopingu zawitała wiosna. Wszystko budzi się do życia. Ale radość nie trwa krotko. Pewnego słonecznego dnia dochodzi do wybuchu bomby w centrum miasta, który pochłania ofiary.  Autor pokazuje wstrząsający obraz miasta po wybuchu. Najbardziej smutne jest to, iż zginęły wówczas niewinne, sześcioletnie dziewczynki i to porusza do głębi. Autor nie szczędzi tu opisów zmasakrowanych ciał.
Policja z Linkopingu ma ciężki orzech do zgryzienia. Nie wiedzą, kto podłożył bombę i czy dzieci zginęły przypadkowo, czy były celem bezdusznego mordercy-zamachowca.
No cóż, nie lubię powolnych śledztw, jak zawsze jest zbyt dużo wskazówek, które nie zawsze zbliżają do celu, co nie znaczy że cała sprawa nie jest ciekawa.
Ciągnie się tu znowu wątek abstynencji Malin, az do znudzenia. Malin jest świeżo po śmierci matki. O dziwo jej i ojcu wcale nie brakuje matki. Czym sobie na to zasłużyła? Może Malin dowie się dlaczego relacje z matka były zawsze oziębłe i brakowało matczynej miłości? Odkryje rodzinną tajemnicę, a to z pewnością otworzy nowy rozdział w jej życiu.
Książka ogólnie bardzo mi się podobała. „Jesienna sonata” nie umywa się do części wiosennej. Tajemnice rodzinne, poruszone w książce mają szczególny wpływ na śledztwo i to one powodują, że chce się czytać. Wątek miłości w rodzinie, sposobu wychowania, chciwości, żądzy pieniądza, które mają wpływ na życie bohaterów, powodują iż nie można się oderwać od książki. Tak było w moim przypadku.
Nie można też powiedzieć, że zabrakło tu sytuacji z dreszczykiem. 
Poza tym odkąd jestem matką, wątek z małymi dziećmi i okrucieństwem kierowanym w stosunku do tak niewinnych i ufnych wręcz istot jeszcze bardziej potęgował moje emocje w miarę zagłębiania się w lekturę.
Polecam fanom Kallentoft'a.

2 komentarze: