piątek, 16 maja 2014

Moje czytadła 14/2014 - "Jesienna sonata"

Tytuł: „Jesienna sonata”
Autor: Mons Kallentoft
Stron: 461

           Ten kto czytał dwie pierwsze części wie, że ta trzecia jest przeciętna. Ja po prostu się nudziłam. Pomysł ciekawy na napisanie książki, ale wszystko się wlecze jak „flaki z olejem”. Przykro mi, inaczej nie potrafię tego nazwać.
Jerry Petersson, bogacz, zostaje znaleziony martwy w fosie na nowo zakupionej przez siebie posiadłości. Oczywiście powstaje pytanie, kto go zabił i dlaczego?
Malin Fors znów rusza do akcji wraz ze swoimi kolegami. Śledztwo jest trudne, za dużo osób zamieszanych w morderstwo, a główny trop pada na rodzinę Fagelsjó, od której to Jerry odkupił posiadłość.  Muszę przyznać, iż prawdziwa akcja i konkretne dowody, że mógł być to ktoś zupełnie inny, pojawiły się po wielu, wielu stronach. 
          Powieść zatem bardzo nurząca, a jeszcze bardziej nudne monologi zmarłych.

„Przypadkiem,  kątem  oka,  Malin  widzi  swoją  twarz  we  wstecznym  lusterku  i  odwraca  wzrok;  nagle  rozumie,  co  zrobiła:  zostawiła  mężczyznę,  którego  kocha,  uderzyła  go,  naraziła  swoją  córkę  na  śmiertelne  niebezpieczeństwo  i  zamiast pomagać  jej  dalej  w  życiu,  uciekła  od  razu  w  swoje  własne gówno,  uległa  swoim  najgorszym  stronom,  uległa  miłości do  butelki,  do  tego  bawełnianego  świata  o  miękkich  krawędziach,  w  którym  niczego  nie  ma.  Ani  przeszłości,  ani  teraźniejszości,  ani  przyszłości.  Ale  to  jest  złe,  złe,  złe,  i  wstydzi  się, wstydzi,  wstydzi  tak  bardzo,  że  wstyd  nie  daje  jej  oddychać, ogarnia  całe  jej  ciało.”[str.141]

Tak, Malin nadal walczy z nałogiem, ale ma marne szanse na wyzdrowienie i jedyną nadzieją jest ośrodek odwykowy. Szczerze? Wiem, że upaść na dno jest łatwo a ciężko pozbierać się i wrócić do normalności. Gdyby nie rodzina i pracownicy nie miała by szans. Nie mogłam jednak przebrnąć przez ciągłe użalanie się Malin nad sobą. Gdy jej córka zdaje się nie patrzeć w przeszłość po ostatnim zdarzeniu, to Malin jako matka, jeszcze bardziej o tym myśli i nie może zapomnieć o krzywdzie, jaką wyrządzono jej dziecku. Jedynym wyjściem jest stawić czoło własnym demonom i zacząć się leczyć.

No cóż, książkę uważam za małą porażkę. Gdyby jednak nie ciekawość, kto zabił, pewnie nie przetrwałabym do końca.

Jeśli ktoś czytał, może podziela moją opinię, iż autor potrafi pisać o wiele lepiej i ciekawiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz