poniedziałek, 5 maja 2014

Moje czytadła 12/2014 - ''Lepszy byłby martwy"

Tytuł: „Lepszy byłby martwy”
Autor: Douglas Corleone
Stron: 396
Gatunek: sensacja, thriller
Wydawnictwo: FEERIA


To według mnie wyjątkowa, porywająca książka. Jeśli macie więcej wolnych chwil, na pewno tak szybko od niej nie odejdziecie…
Akcja książki rozpoczyna się w Paryżu a potem kolejno trafiamy do Niemiec, Polski, Ukrainy  i Białorusi… Dlaczego? Nasz główny bohater, Simon Fisk, musi przemierzyć wiele państw, by odnaleźć zaginione dziecko. Jak to się stało? Otóż w drodze powrotnej na lotnisko Simon zostaje zatrzymany przez Francuzką policję. W ustronnym miejscu zostaje wręcz szantażem zmuszony do podjęcia śledztwa w sprawie zaginionej sześcioletniej dziewczynki. Simon Fisk zna to uczucie utraty dziecka. Nie trzeba go długo namawiać. Poruszono jego przeszłość, która podczas zawiłego śledztwa daje  o sobie znać niejednokrotnie. Utrata bliskich z przed lat ciąży na nim za każdym razem, gdy tylko podejmuje się takiego zadania. A właśnie tym się zazwyczaj zajmuje – odzyskuje dzieci porwane przez rozwiedzionych lub będących w separacji  rodziców. Ta sprawa różni się jednak od innych, tu nie rodzic porwał dziecko. Więc jaki jest cel porywaczy? Detektyw wbrew pozorom szybko odnajduje trop. To niesamowite jak można przez drobne szczegóły utracić tak istotne ślady, które dadzą nadzieję na jakikolwiek postęp w odnalezieniu uprowadzonej dziewczynki.
Najgorsze jednak jest to, iż nikt nie dzwoni z żądaniem okupu. Fisk zdaje sobie sprawę, że czas gra tu zasadniczą rolę i szybko podejmuje niebezpieczne działania, aby wspomóc zrozpaczonych rodziców.
Simon Fisk to odważny człowiek. Nie boi się ryzyka i dzielnie stawia czoło brutalnej przestępczości, która skierowana jest w stosunku do niewinnych i bezbronnych dzieci. Jego działalność często nie obywa się bez rozlewu krwi. Przyznam, że im bardziej zagłębiałam się w świat bohatera  i opisanej w książce przestępczości, sama nie miałabym litości dla takich katów. Może takie postępowanie detektywa nie czyni go lepszym, ale czyż celem dorosłego człowieka nie powinna być ochrona słabszych od siebie – dzieci?  To one w przyszłości rozwijają, budują historię ludzkości.
Powiem jedno. Od samego początku nie żałowałam, iż w moje ręce trafiła taka książka. Dużo się dzieje od samego początku do końca. Czytając rzeczywiście mam odczucia jakby to był film akcji, który w zadziwiający sposób szybko się skończył, a książka przecież ma prawie 400 stron. Jako to się stało? Akcja toczy się w zawrotnym tempie. Gdy już zaczniemy, nie można oderwać oczu od kolejnych stron i chce się więcej i więcej…
Książka fantastyczna, poruszająca zmysły. Wątek o tyle ciekawy, iż porusza temat porwań małych dzieci. Jako rodzice znamy ten ból. Jako matka dziecka nie dopuszczam do siebie myśli, aby  doszło do takiej sytuacji. Nie wielu rodziców potrafi poradzić sobie z taką tragedią, co opisane zostało w książce.
Dramat rodziców porwanej dziewczynki wzbudza w czytelniku empatię. Nie jeden rodzic poruszyłby niebo i ziemię, aby odnaleźć dziecko. Szkoda, że takie sytuacje wymagają jednak ryzykowania życia, czasem na daremnie.

 Jak potrafi być okrutny los dla zrozpaczonych rodziców, gdy gaśnie promyk nadziei na ponowne ujrzenie dziecka? I jak poradzi sobie ze światem złodziei, morderców i przemytników detektyw Fisk? O tym musicie się już sami przekonać .  Pozostaje mi zatem zaprosić Was do lektury. Zapewniam, iż nie będziecie znudzeni. 

1 komentarz:

  1. Tej książki nie czytałam, ale skoro polecasz to kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń