poniedziałek, 30 lipca 2012

Przeprowadzka

Jestem już na nowych śmieciach, a rozpakowywania nie ma końca. Dużo rzeczy mi brakuje, bo w zasadzie salon stoi pusty. Dla gości nie mam miejsca siedzącego, ale podłogi pustej Ci u mnie dostatek:)
W między czasie coś dziergam, bo najgorszą robotę to zrobiła moja mama. Ja jak to po zabiegu muszę się oszczędzać.I jak ja się odwdzięczę tej mojej mamci?:)
Widok z sypialni mam fajny. Na wiele rzeczy patrzę z góry. Mam wymarzony, choć nie duży balkon... Teraz zbieram na karnisze i firanki, bo wszyscy mają mnie jak na dłoni. Nic nie poradzę.



Oto mój dorobek hafciarski z weekendu:)


piątek, 27 lipca 2012

Słoneczniki c.d.

Tak jakoś tylko hafcenie mi idzie trochę lepiej. Książki spakowane i dopiero na nowym mieszkaniu będą czytane i przygotowywane do wysyłki. Możliwe, że już dziś będę spać w nowiutkiej sypialni, w nowiutkiej pościeli:) Szkoda tylko, że jedyne do czego się nadaje to do nadzoru i wydawania poleceń...

czwartek, 26 lipca 2012

Wróciłam

Jaki był pobyt? Dla mnie super, jeśli można tak mówić o szpitalu. Obsługa tj. opieka fantastyczna. A po takiej głodówce to śniadanko w postaci kleiku i sucharków podanych na srebrnej tacy okazał się rarytasem:)  

No cóż, operacja była. Poszłam na pierwszy ogień. Obudziłam się już na swoim łóżku w sali pooperacyjnej. Anestezjolodzy z poczuciem humoru, a że jeszcze byłam pozytywnie nastawiona ominęła mnie niebieska tabletka:)
Co się ze mną działo? Ano, bez szału. Potwierdziło się to co wyszło podczas badania na usg i bety HCG. Ciąża pozamaciczna w niedrożnym jajowodzie, prawie na samym końcu! Ale go zassał. Operacja zatem była konieczna, no i co najgorsze krew w jamie brzusznej, podobno 500 ml! Ale numer. A co jeszcze wyszło, usunęli mi małego mięśniaka, o czym nie miałam pojęcia że mam. Jajowód usunięty, bo i tak nie byłoby już z niego pożytku. Szkoda mi tylko bąbelka. Dlaczego tak się dzieje, nie wiem. Mam tylko nadzieję, że następnym razem ciąża okaże się prawidłowa.
Smutno mi było, jak to lekarz wszystko mi opowiadał, ale trzeba było ratować moje życie. Za dzień lub dwa może byłoby za późno. Może los tak chciał, bym przeszła tą operację i wreszcie mogła być szczęśliwa i spełniona jako żona i matka....
Pozdrawiam.


PS. Jeśli chodzi o wysyłki, proszę o cierpliwość. Muszę trochę dojść do siebie z tym brzuchem, aby móc urządzić sobie wycieczkę na miasto.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Szpital

No i doczekałam się. Jutro rano mam operację - ciąża pozamaciczna. Szkoda, że tak się stało, ale mam nadzieję, że to pomoże przy następnej ciąży. Od 13 już nic nie jem tylko piję te syropki obrzydliwe na... jak to przed operacją:) Jestem o dziwo pozytywnie nastawiona, bo czuję że następnym razem będzie już dobrze. Do zobaczenia po powrocie!!!

Dzięki za komentarze pod słonecznikami!

piątek, 20 lipca 2012

TUSAL VII/2012, Słoneczniki

I tak prezentuje się zawartość słoiczka:)

A tak słoneczniki:)


Jak wiecie ciąża nie wyszła, beta rośnie wolno i w poniedziałek mam wizytę. Może wtedy już będę wiedzieć co dalej? Czy to na pewno ciąża pozamaciczna... Jak się czuję? Fizycznie już mam dość krwawienia, a psychicznie to już same wiecie, jak można się czuć po stracie... Staram się jak mogę nie myśleć i zająć się czymś innym, a jak tylko uda się wreszcie rozpocząć nowy cykl, pojawi się nowa nadzieja... 

środa, 18 lipca 2012

Dawno temu w krainie słoneczników...

Tak, postanowiłam odświeżyć wątek ze słonecznikami. Może uda mi sie skończyć 2gą stronę. Dziś nawet sporo udziergałam. Czyżby wracała wena?:)

poniedziałek, 16 lipca 2012

sobota, 14 lipca 2012

RR-kawkowo

Tak wreszcie przebrnęłam przez kawkę nr 3 czyli już piąta wyszyta. Nr 9 jest w trakcie:) wyrobię się przed terminem:)Tak myślę.
 

piątek, 6 lipca 2012

Przeczytane 20/2012


Tytuł: „NAUCZYCIELKA”
Autor: Melissa Nathan
Stron: 479
Ocena: 5/5
To książka o zwyczajnym życiu nauczycielki. To historia, która mogła przydarzyć się każdemu z nas.
Młoda Nicky pracuje jako nauczycielka w szkole podstawowej. Pracę tutaj zdobyła w tym samym czasie co jej eks chłopak Rob, do którego po latach znajomości ciągle czuje słabość. Praca z nim staje się jednak z lekka utrudniona, gdy dyrektorka mianuje ich oboje na swoich zastępców.
W swojej klasie Nicky ma chłopca o imieniu Oscar, z którym się zaprzyjaźnia. Chłopiec ma problem z wiecznie spóźniającym się ojcem. Nicky nie może darować, że można tak zaniedbywać dziecko tłumacząc się tylko pracą i zarabianiem kasy na zapewnienie bytu, której zapewnie ma już wystarczająco. Do konfrontacji z rodzicem dochodzi wreszcie na wywiadówce…I wtedy wszystko kręci się już trochę inaczej. Nicky nie przypuszcza też, że miłość zaskoczy ją w tak niespodziewany sposób.
Czy ojciec Oskara zrozumie jak wielką krzywdę wyrządza synowi, poświęcając mu zbyt mało czasu? Można tu zauważyć dość powszechny obecnie problem relacji rodzic-dziecko. Często nie zdajemy sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzamy dziecku nie poświęcając mu czasu i jak bardzo czuje się ono samotne i jak bardzo potrzebuje miłości. Taka chwila zdarza się tylko raz w życiu, bo gdy już jest za późno zaczynamy zadawać sobie pytanie, gdzie popełniliśmy błąd jako rodzice?
Czy Nicky dokona właściwego wyboru w sprawie awansu i w sferze uczuciowej? Każdy wie, że nie łatwo jest pogodzić życie prywatne z zawodowym. Chęć pragnienia zdobycia wszystkiego jednocześnie daje wiele do myślenia. Los płata nam figle i w zasadzie do końca nie wiemy, co nam jest pisane, kariera zawodowa czy macierzyństwo?
Historia dla mnie warta nawet nakręcenia kilku odcinkowego serialu. Mimo szczegółowych opisów, za którymi nie przepadam, muszę stwierdzić że to świetna książka. Same przemyślenia bohaterów warte są uwagi. Są zwyczajne – takie jak nasze, a jednak jako całość czyta się bardzo przyjemnie. Dawka humoru, wątek miłosny, intrygi między pracownikami powodują, iż książka jeszcze bardziej przyciąga czytelnika. Choć nie często czytam takie historie, to mogę z czystym sumieniem polecić płci żeńskiej. I zapewniam, że na pewno kiedyś wrócę do książek Melissy Nathan. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Etoile.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Podsumowanie miesiąca

Przeczytanych stron 1174, co daje 39 na dzień. Słabo. A wg wskaźnika wzrostu powinno być 88 dziennie. Super!:(
Jak dobrze pójdzie może zacznę w końcu realizować dalej akcję "Z PÓŁKI".


Udzióbanych prac - nic. A kawki czekają. Trochę ciężko się zabrać, gdy powinnam leżeć. Wybaczcie.


Już jutro wyniki badań. Czekanie się zakończy. Modlę się cały czas, by Bóg dał mi siłę to przetrwać.

niedziela, 1 lipca 2012

Przeczytane 19/2012



Recenzja lipca -Konkurs dla Syndykalistów


Tytuł: „ZANIM SIĘ POŻEGNASZ”
Autor: Mary Higgins Clark
Stron: 356
Ocena: 4/5
Kolejna pozycja lubianej przeze mnie autorki kryminałów. Wydawało mi się już po samym opisie na okładce książki, iż nie rokuje dobrze cała historia i będę się właściwie nudzić podczas czytania.
Nell jest wnuczką znanego kongresmena. W dzieciństwie straciła rodziców, dlatego opiekę nad nią objął dziadek  Mac. Dziadek to dobry człowiek, otwarty na problemy ludzi i dlatego wyborcy bardzo go cenią. Chciał i chce, aby wnuczka poszła w jego ślady i oczywiście jego marzenie się spełnia, gdyż jednym z celów życiowych Nell jest kandydowanie do kongresu. Jednego tylko Mac nie toleruje – zjawisk paranormalnych i wszelakich seansów spirytystycznych. Jego przeciwieństwem w tym temacie jest jego siostra Gert. Tylko ona rozumiała Nell, gdy po śmierci rodziców czuła jak przyszli się z nią pożegnać.
Nell jako dorosła już kobieta i mężatka prowadzi dosyć spokojne życie. Jej mąż architekt Adam pewnego dnia ginie na statku wraz z kilkoma współpracownikami. Tylko jeden z nich nie znalazł się na łodzi. Czy ta osoba ma związek ze śmiercią męża? Nell doznaje też kolejnych dziwnych widzeń i być może jej też grozi niebezpieczeństwo. Możliwe, że mąż był powiązany z jakimiś nie czystymi sprawami w sprawie poprzednich projektów budowlanych i również następnego wielkiego przedsięwzięcia a jedynym sposobem, aby sprawy nie ujrzały światła dziennego było zlikwidowanie niewygodnych osób. I co wspólnego ma z tym wszystkim sekretarka zmarłego męża? Ona też była na statku, ale czy na pewno zginęła? Dlaczego z wybuchu ocalała jej torebka z kluczem do tajemniczej skrytki?
Jaka jest moja opinia? Powiem tak. Gdyby nie to, że polubiłam twórczość Mary Higgins Clark, nie wiem czy bym przebrnęła przez każde zdanie w książce. Nie ukrywam, że długie opisy mnie dobijają, choć były one związane z osobistymi przeżyciami i przemyśleniami wewnętrznymi bohaterów książki. Lubię jak jest więcej akcji, a tu może widać to było w ostatnich rozdziałach. Cóż, nie każda książka musi zachwycać od początku do końca. Ciekawiło mnie jednak kto był winny temu wybuchowi, więc dobrnęłam do końca i w pełni już zaspokojona odłożyłam książkę na półkę.