czwartek, 28 czerwca 2012

Znów ponuro, ech

Spać się chce, chodzę jak potłuczona.
Tak, to najlepsze określenie, jak się czuję. Też tak macie?
I cały czas by leżał.Ot tak...

Miłego dnia!


środa, 27 czerwca 2012

Przesyłka

Od Etoile- Darii dostałam książkę w ramach wymianki. Ja, jak tylko uporam się z zaległościami i będę na mieście pewnie w nast. tyg. to wyślę swoją:)











A na portalu lubimyczytac.pl wymieniłam się z Fuzją. I otrzymałam cosik takiego.











PS. Moje samopoczucie jest fatalne. Spać mi się chce. Brzuch boli jakby miała przyjść @. Jak tu się mimo wszystko nie martwić. Staram się robić cokolwiek, by nie myśleć tyle. Dopiero we wtorek czyli 14dpt zrobię badanie bHCG. 11dpt wypada w sobotę i nijak mi po drodze do Łodzi. U mnie jakbym zrobiła w sobotę, to i tak wyniki w poniedziałek, więc po co. Poczekam do wtorku. Pozostają jak coś inne testy...ech ciekawe czy coś już by wykazały i czy wogóle na mnie zareagują.

wtorek, 26 czerwca 2012

Przeczytane 18/2012



Tytuł: „ŁĄKA UMARŁYCH”
Autor: Marcin Pilis
Stron: 382
Ocena: 5/5
Źródło: Akcja Włóczykijka


Zaczęłam czytać. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Ale zagłębiając się w lekturę, nawet nie zauważyłam jak całkowicie mnie pochłonęła. Cała opowieść podzielona jest na trzy części, a każda z nich opisuje inne lata.
Lata 90-te. Karl Strauch przybywa do wsi Wielkie Lipie aby rozliczyć się z przeszłością. Na podstawie jego wędrówki nie odczuwam, aby miał wyrzuty sumienia w związku z postępowaniem wobec niewinnych ludzi w czasie wojny. Ale cóż , według niego trzeba było zaprowadzić porządek wśród Żydów, zawszonego i brudnego chłopstwa. Jego też zadziwiało postępowanie Polaków w niesieniu pomocy Niemcom, mimo że nimi też gardził. Podczas swojej podróży zmierza w pierwszej kolejności do klasztoru…
Lata 70-te. Andrzej Hołotyński odwiedza wieś Wielkie Lipie zgodnie z ostatnią wolą swojego ojca i postanawia zostać na kilka dni, aby zaprowadzić porządek w obserwatorium pozostawionym w spadku. Już podczas drogi do wsi zostaje napadnięty przez nieznanego osobnika. Na szczęście ludzie ze wsi go odnajdują i trafia pod opiekę Ojca Jana – Przeora Klasztoru. Andrzej dostaje ostrzeżenie – po trzech dniach ma opuścić wieś, bo nic dobrego go tu nie spotka. Niech nie liczy na sympatię ze strony mieszkańców. Grozi mu jeszcze większe niebezpieczeństwo zatrzymując się na dłużej. Podczas pobytu we wsi Andrzej poznaje też bardzo miłą dziewczynę Hankę Pakułę, która opatruje mu rany i od razu daje się zauważyć wzajemne zauroczenie.
Lata 40-te. Wojska niemieckie wkraczają do wioski. Wśród żołnierzy jest młody  wówczas Karl Strauch. Zarówno przebywający we wsi ojciec Andrzeja, Jerzy,  jak i pozostali mieszkańcy nie rozumieją, że grozi im duże niebezpieczeństwo. Wiedzą, że Niemcy przychodzą po Żydów, a Ci z kolei nie wszyscy próbują coś z tym zrobić. Uciekać, czy zostać? Bo może Niemcom nie będzie się chciało iść do takiej małej wioski. Polacy też się boją. Ogólnie społeczeństwo się dzieli. Widać brak zaangażowania w niesieniu pomocy, czy próby obrony. Tylko niektórzy zdobywają się na odwagę i próbują pomóc Żydom.
Dobrze jest poznać historię z czasów II Wojny Światowej. To jest dobra lekcja historii dla młodych i niedowierzających, że tak mogło być. Za każdym razem jak czytam takie historie, nie mogę przeboleć tego, że człowiek potrafi w taki sposób postępować wobec drugiego człowieka. Dlaczego? Czy Ci Żydzi byli gorsi od innych? Czym sobie na to zasłużyli? Nigdy tego nie pojmę, że w człowieku może być tyle nienawiści aby masowo zabijać tłumacząc się zaprowadzeniem porządku i pozostawieniem tylko czystej  rasy…A my Polacy powinniśmy jeszcze za to dziękować.
No, ale i postępowanie Polaków dawało też wiele do myślenia i mnie jako patriotce bardzo się nie podobało. Czy robili to ze strachu? Czy po prostu to były zwykłe szumowiny, które czekały na takie okazje? A jak my byśmy zareagowali będąc w takiej sytuacji? Czy nas cokolwiek tłumaczy? A przecież było wielu, co potrafili się poświęcić dla dobra. Jednak te kilka osób we wsi potrafiło zrazić do siebie i to bardzo.
I po wielu latach nadal sprawdza się powiedzenie, że Polak dla pieniędzy zrobi wszystko… Nie ukrywam, że ciężko to przyjąć, ale zgodnie z tą całą historią trzeba się pogodzić z tym co się stało, żyć dalej i postępować godnie jak człowiek bez względu na narodowość, czy kolor skóry.
Książka warta przeczytania i skłania do przemyśleń. Nie każdy  ma odwagę pisać na takie tematy. I dlatego wielkie uznanie dla Pana Marcina Pilisa. Polecam!

sobota, 23 czerwca 2012

4 dzień i...

... krzepiąca informacja. Dziś miał do mnie dzwonić doktorek w odpowiedzi na moje wątpliwości w związku z plamieniami. To normalne. Mam brać tableteczki i przerzucić się na dietę śliwkową i zakupić czopki glicerynowe, bo zapewne nie jedna z Was też cierpiała na zaparcia. No ja już cierpię od punkcji. Boję się wysiłku... Mamuśka moja jest przewrażliwiona. I to ja ją muszę uspokajać:) Sama też nie mogłam doczekać się odpowiedzi i myślę sobie- puszczę sobie transmisję ze spotkania młodych z Ojcem Danielem. Gdy już kończyłam zadzwonił telefon. Mówię: "Widzisz mamo, ile wiara może zdziałać? Pomodliłam się i dostałam dobrą wiadomość." Mojej mamie nerwy puściły, łzy poleciały... Przecież jak nie teraz się uda, to następnym razem. Mam jeszcze 5 mrozaczków, ktore chcą być z nami. A wiadomo, że każdego życia szkoda. Natura płata figle, ale trzeba mieć nadzieję, że Bóg wysłucha naszych modlitw i pragnień i uczyni nas w pełni rodziną.

Dziękuję za wsparcie wszystkim a jednej osobie szczególnie - wie za co:)

piątek, 22 czerwca 2012

Przeczytane 17/2012, Tusal VI/2012, 3dzień i schiza


Tytuł: „AMOK”
Autor: David Moody
Stron: 230
Ocena: 4/5
Źródło: Księgarnia Matras

 Danny prowadzi dosyć normalne życie z żoną i trojgiem dzieci, jak to przypada na przeciętnego mieszkańca. Jego praca jest nudna i monotonna, ale na zmianę na lepszą też nie ma o czym marzyć. Najgorsze jest to, że wypłata starcza na bieżące życie. Sam nie jest w  stanie utrzymać rodziny, a to wcale nie wpływa pozytywnie na relacje w małżeństwie. Zawsze jednak jakoś udaje się dojść z żoną do kompromisu. Ale do czasu…
W mieście coś zaczyna się dziać. Ktoś na ulicy atakuje ze skutkiem śmiertelnym przypadkowo napotkaną kobietę. Potem ucieka. Nie wiadomo kto lub co zmusiło go to pobicia niewinnej osoby?
Jednak to nie wszystko, gdy Danny włącza telewizor okazuje się, że w okolicy dochodzi do większej ilości takich incydentów. Panika zaczyna ogarniać powoli całe miasto. CI, co atakują zyskają miano „Wściekłych”. Danny wraz z rodziną sami są świadkami takiego ataku w barze. Postanawiają się w końcu nie ruszać z domu. Ale jak przetrwać nie mając środków do życia? Danny woli sam narazić się na niebezpieczeństwo niż by miał wysłać do miasta żonę. W marketach ludzie już nawet nie płacą za żywność, tylko wynoszą garściami i wózkami, bo każdy boi się spojrzeć drugiemu w oczy, aby nie zostać zaatakowanym.
Czy pozostanie w domu i odcięcie od świata uchroni rodzinę przed tragedią? Danny przekonuje się dopiero wtedy, gdy sam zostaje „Wściekłym”. Jak to się stało? Nikt nie potrafi tego wytłumaczyć. Najważniejsze, żeby przetrwać – nie ważne jakim kosztem. W ten oto sposób wybucha wojna między Ofiarami a Wściekłymi.
Jakie wrażenia? Koniec mnie nie zadowolił. Niby zawarta jest informacja jak to jest być zarażonym, ale w zasadzie nadal nie wiesz skąd to się przyplatało. Pewnie znowu jakies badania rządowe i wojskowe, przez które giną niewinni. A nie ma na to lekarstwa, bo jedyne co pozstaje to walczyc do momentu aż zostanie tylko jedna grupa i być może wtedy będzie zażegnane niebezpieczeństwo.
Czuję niedosyt. Może dlatego, że wolę szczęśliwe zakończenia? A przecież nie wszystkie książki muszą się tak kończyć. Jednak mimo ciągle trwającej wojny, chciałabym wiedzieć dlaczego „człowiek człowiekowi wilkiem” i czemu nie było innego wyjścia? W pewnym momencie poczułam się jak podczas II Wojny Światowej, gdy ludzie grupkami szli na rzeź, do komór gazowych bo to jedyne, aby pozbyć się „skażonego” społeczeństwa.
Jeśli ktoś lubi takie książki, mogę polecić. Ja jednak za ten niedosyt stawiam jedynie czwórkę. 


TUSAL VI/2012

Słoiczkowo nic nie przybyło.Trudno.



Dzwoniłam do kliniki. Dostałam plamień już 3 dnia po transferze. Czy to normalne, skoro transfer był przed @? Jutro ma do mnie dzwonić lekarz, bo dziś go nie ma. I co ja pocznę?

czwartek, 21 czerwca 2012

Ponuro i deszczowo...

... ale wczoraj była za to duchota i zrobiłam napój kawowy. Jak czasem zdarzy Wam się obejrzeć reklamy to mówią o Jacobs Instant z mlekiem lodem i bitą śmietaną. Rewelacja na upały. Z tym, że skoro nie stać mnie na kupowanie drogich kaw, zrobiłam z taką kawą, jaką miałam w domu.
Ja tylko łyczka, bo kawy nie mogę pić ale moja familia smakowała z zadowoleniem:)


BARDZO DZIĘKUJĘ ZA SŁOWA OTUCHY I WSPARCIA. JESTEŚCIE KOCHANE. 
TO JUŻ 2 DZIEŃ PO TRANSFERZE. JESZCZE 9. A NAJLEPSZE, ZE DZIEŃ TESTU WYPADA W DNIU IMIENIN MOJEGO MĘŻA. JAK BARDZO BYM CHCIAŁA SPRAWIĆ MU RADOŚĆ W TYM DNIU. ŻADEN INNY PREZENT NIE SPRAWIŁBY NAM OBOJGU TYLE SZCZĘŚCIA:)

środa, 20 czerwca 2012

I cosik Wam powiem

Jestem już po transferze 1 zarodka. Pozostałych 5 mrozaczków czeka. Ja mam nadzieję, że się uda. Jestem na zwolnieniu do 2 lipca. Jeszcze przed końcem zwolnienia powinnam wiedzieć czy test wyjdzie pozytywnie czy   negatywnie. Oby moja wiara i modlitwy pomogły w przetrwaniu tego oczekiwania i oby pomyślnego rezultatu.

Dotarła do mnie dzisiaj paczuszka z wędrownej książeczki. Dziękuję bardzo! Powoli będę zaczynać zaległości książkowe. Krzyżyki też wiszą w powietrzu. Na to najbardziej nie mam ochoty.



O dziwo w tym roku zakwitły mi dwa kaktusiki. Tak mówię na nie, bo ostatecznie nie wiem jak się nazywają. Posłucham więc mądrych wskazówek:)




PS.Proszę o cierpliwość w moich zaległościach. To, co się dzieje ze mną i pode mną jest priorytetowe, ale postaram się za bardzo nie zwlekać z innymi sprawami:)
Miłego dnia!



piątek, 15 czerwca 2012

Dlaczego tak cicho?

Ano z góry przepraszam, ale jestem tuż tuż przed transferem i raczej nie mam czasu na umieszczanie postów,  nic mi nie idzie. Parę dni mam odpoczynku. Wczoraj miałam punkcję. Fajnie się spało, gorzej samopoczucie po zabiegu. Jutro rano mam mieć telefon, kiedy przyjechać na transfer. Tak liczę poniedziałek  lub wtorek. Chyba sobie relanium wezmę, bo stresiora mam na maksa.
Więc w czerwcu szału z postami nie będzie.Może jakaś recenzja, czy krzyżyki. Zobaczymy, bo w końcu będę parę dni na zwolnieniu, to może dla zabicia czasu coś napiszę:)
Pozdrawiam Was gorąco!

wtorek, 5 czerwca 2012

Przeczytane 16/2012


Tytuł: „Pamiętnik pisany miłością”
Autor: James Patterson
Stron: 206
Ocena: 5/5
Źródło: Biblioteka miejska

Katie była pewna, że spotkała miłość swojego życia. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wspaniale. Matt był dla niej wymarzonym mężczyzną. Gdy już wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, czar prysnął. Katie pewnego dnia dostaje małą paczuszkę, w której znajduje pamiętnik żony Matta, adresowany do ich synka Nicholasa. Katie nie mogła w to uwierzyć, że Matt odszedł od niej, że był żonaty i miał dziecko! Taki czuły mężczyzna, od którego brązowych oczu bije sama dobroć! Jak to możliwe, że została tak oszukana? Matt podarował jej ten pamiętnik, bo być może zrozumie, co chciał jej powiedzieć przez ten czas, co byli razem. Katie dość sceptycznie, a  nawet troszkę ze złością i z rozpaczą w sercu zaczyna czytać pamiętnik. A zagłębiając się w niego coraz bardziej zaczyna rozumieć…
Niektóre przemyślenia zawarte w pamiętniku są czasem tak ciekawie napisane, iż warto by przytoczyć kilka poruszających cytatów, np: „Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystkie udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ja upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki – rodzina, zdrowie, przyjaciele, uczciwość – to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać. Kiedy   pojmiesz   naukę   o   pięciu   piłkach,   wkroczysz   na   drogę   budowania równowagi w życiu.”
Jak ważne są te wartości i jak zarazem kruche. Tylko odpowiednie ich traktowanie, dbanie o nie może nam zapewnić równowagę. To bardzo ciężkie do zrobienia. Czasem nam się wydaje, że nie możemy mieć wpływu na wiele zdarzeń. Gdy coś naprawimy, inne daje nam się we znaki. Czy taka równowaga istnieje? Na pewno każdy czułby się bezpieczniej i radośniej szedł przez życie.
Suzanne, żona Matta, użyła takich słów: „My” zawsze jest dużo lepsze niż „Ja”. Najlepsze określenie na to, że prawdziwa miłość powoduje, iż nie chcemy być więcej samotni, bo mamy kogo kochać i sami też jesteśmy kochani. Jest dla kogo żyć.
„Uczucie łączące dwoje ludzi może przetrwać naprawdę długo, pod warunkiem, że każdy z partnerów zna swoją wartość i dojrzał do tego, by kogoś pokochać” 
Taka jest prawda. Trzeba dojrzeć do takiego uczucia, by móc się związać z kimś na całe życie. Dlaczego jest tyle rozwodów? Czy to na pewno wtedy była miłość czy tylko zauroczenie? Co tak naprawdę kieruje ludźmi, że utracają to uczucie, w którym momencie popełniają błąd, że wspólne radowanie się sobą odchodzi na dalszy plan. A przecież zarzekamy się, iż wspólnie będziemy iść przez życie czy będzie dobrze, czy źle.
„Życie jest cudem, serią drobnych cudów. Naprawdę, jeśli człowiek nauczy się, jak na nie patrzeć z odpowiedniej perspektywy”. 
Według mnie jak i bohaterów książki trzeba cieszyć się z każdego dnia. Nie wiemy co przyniesie jutro. Za każdy dzień trzeba dziękować Bogu, że możemy cieszyć się życiem i miłością. To niesamowite uczucie budzić się zawsze obok niego i wiedzieć, że znów powiem mu „Dzień dobry”, że dziś też powiem „Kocham Cię”…To jest właśnie cud:)
Choć nie czytam romansów, trudno mi było się oderwać od tej książki. James Patterson, twórca książek sensacyjnych, napisał doskonałą historię o miłości, skierowaną do kobiet. Przyznam, że łzy same cisnęły się do oczu. Nie przypuszczałam, że tak pięknie w tytułowym „Pamiętniku” można ująć słowo „miłość”. W całej tej historii przechodzimy przez różne etapy związku i rozstania. Jednak najbardziej mnie cieszy, że doczekałam się zakończenia takiego, jakie powinno być, jakiego chciałam aby było. Bo uwielbiam szczęśliwe zakończenia, gdy pojawia się jednak mała iskierka, która powoduje odrodzenie się miłości, dającej szansę na nowe i szczęśliwe życie.
Gorąco polecam!

niedziela, 3 czerwca 2012

Przeczytane 15/2012


Tytuł: „PUSTA KOŁYSKA”
Autor: Mary Higgins Clark
Stron: 252
Ocena: 5/5
Źródło: Biblioteka miejska
Co oznacza tytuł „Pusta kołyska”? Otóż pewien lekarz ginekolog Edgar Highley nazywa tak łono kobiety. Jego specjalizacją jest dokonywanie na pozór rzeczy  niemożliwych dla innych lekarzy w dziedzinie ginekologii. Dokonuje „cudów”, gdyż dotychczas bezpłodne kobiety zachodzą w ciążę. To nic, że było już 16 zgonów w związku z porodami w jego szpitalu. Ma po prostu nadzieję, że jego badania nad zapładnianiem takich kobiet odniosą sukces i otrzyma za to kiedyś nagrodę Nobla.
Katie deMaio, młoda wdowa i prawniczka po wypadku trafia do szpitala doktora Highley’a. Pewnej nocy przez okno szpitalne widzi jak mężczyzna wrzuca do bagażnika ciało kobiety. Nie jest jednak pewna, czy to nie był sen? Gdy okazuje się, że kobieta zostaje odnaleziona martwa w swoim domu, Katie przypomina sobie zdarzenie z nocy. Poznaje twarz kobiety. Ta kobieta została zabita a w dodatku była w ciąży! Jak to możliwe by w tak renomowanym szpitalu działy się takie rzeczy? Katie później jeszcze raz będzie musiała zmierzyć się z pobytem w szpitalu z uwagi  na częste krwawienia, ale do końca nie świadoma tego, co przygotował dla niej dr Highley, tj. jaką obrał dla niej metodę leczenia.
Śledztwo prowadzi do męża zabitej, a też do jej psychologa. Giną jeszcze inne osoby, m.in. sekretarka doktora Highley’a i pewien lekarz, którzy byli w posiadaniu istotnych informacji w związku z prowadzonym śledztwem, ale jaki związek mieli z tym szpitalem i doktorem Highley’em?
Jak też doktorowi udaje się zataić fakty, że coraz więcej bezpłodnych kobiet chce korzystać z jego usług?
Dla mnie to bardzo ciekawy wątek jak na te czasy, kiedy coraz więcej ludzi ma problem z bezpłodnością. W prawdzie postacie są fikcyjne, ale bogato nakreślone osobowości zwłaszcza doktora Highley’a. Ciekawiło mnie jego podejście do kobiet, metody badań i jego złożona psychika.  Tak bardzo kobiety mu ufały, że nie liczyły się z tu pieniądze. W końcu był najlepszy. Ale czyż pragnienie dziecka nie jest silniejsze? Właśnie w takich sytuacjach człowiek zastanawia się, ile tacy potencjalni rodzice są w stanie dać, aby mieć dziecko? Czy warte to jest ich zdrowia? O tym nie wiedzieli nawet oni. Dlatego szkoda mi było, że kobiety, które zmarły były dla lekarza tylko nie udanym dla niego eksperymentem.
Książka od samego początku wydała się interesująca. Wiadomo, że M.H. Clark nie pisze skomplikowanym językiem i zawsze potrafi zaciekawić każdą książkąJWielbicielom tej autorki i nie tylko gorąco polecam!