wtorek, 18 września 2012

Część IV



Przyjaciele współczuli bardzo utraty brata i postanowili pomóc w śledztwie. Następnego dnia, kiedy znów spotkali się ze Starsza Panią, ujrzeli ją głęboko zamyśloną. Powodem tego był list, który brzmiał następująco: „Nie jestem baśniarzem, ale wierz mi, że pożałujesz tego śledztwa. Jeśli nie skończysz z poszukiwaniami – zapłacisz za to. Tak,  za wszystko trzeba płacić a zapłatąbędzie śmierć.”
Wszyscy zebrani byli pewni, że Starsza Pani po otrzymaniu listu z pogróżkami postanowi przerwać śledztwo. Mylili się. Chęć wyjaśnienia całej sprawy była silniejsza niż by się wydawało.
Postanowili, że i oni będą podążać śladem zbrodni  i kolejnego ranka udadzą się ze Starszą Panią do opactwa, które znajdowało się w pobliżu miejsca odnalezienia ofiary. Gdy podeszli pod bramę opactwa, czekali może Sześć sekund na wpuszczenie do środka. Pytali o miejscowego wariata. Bracia potwierdzili, że to nieszkodliwy człowiek. Przychodzi do nich na obiady i po pióra, które go bardzo fascynują. Nazywają go DoktorJeremias, gdyż potrafi sporządzić lecznicze okłady, ale nigdy nie skrzywdził człowieka. A o tej godzinie 21:37 co rzekomo doszło do zdarzenia, na pewno był u nich, bo jeden z braci był ranny po wyprawie do lasu. Okazało się zatem, że "doktor" miał porządne Alibi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz