niedziela, 22 kwietnia 2012

TUSAL IV/2012 i kolejna Msza Św.

Mój słoiczek.


Dziś wyczerpanie sobotnie po mszy z modlitwą Wstawienniczą z udziałem księdza Cyrana z jego Wspólnotą "Mamre" w Gorzkowicach. Powiedziałam, że się nie poddam i przystąpiłam do modlitwy w stanie uświęcającym. Pojechaliśmy wcześnie bo musieliśmy iść do spowiedzi. Ksiądz w połowie kolejki przerwał i powiedział że wróci podczas mszy. No cóż, nie wrócił. Przyznam, że nie mogłam się skupić podczas mszy bo tak  mi zależało na spowiedzi i przyjęcia komunii. W końcu przetłumaczyłam sobie, że Bóg wystawia mnie na próbę i muszę poczekać. Po mszy jak już odbywały się modlitwy po pół godz. zaczęli spowiedź. Potem ok godziny czekałam na komunię św. Normalnie człowiekowi brakłoby już cierpliwości. Ale koleżanka mnie uprzedzała, że nawet przed samą modlitwą mogę mieć przeszkody.Ja twardo brnęłam do celu nawet, gdy wystałam się w trzech kolejkach do modlitwy.Ech, mój mąż wreszcie poprosił, aby się zlitowali i tak nie odsyłali bo w końcu nie wiemy, czy w ogóle ktoś nas przyjmie. 
Jako małżeństwo przystąpiliśmy razem. I tu się zaczęło. Błogość i spokój, to było extra. Jak mnie poklepał, że już koniec to jakby mnie wyrwał z pięknego snu. Ciepło i jasność w duszy... Mąż chyba nie bardzo się wczuł, ale u każdego działa to przecież inaczej. Moje sąsiadki się wystraszyły i zrezygnowały-trudno.Dla każdego potrzeba może czasu, by się oswoić. Nie wszystkich damy radę nawrócić. Trzeba czuć, że jest się gotowym, by przyjąć Ducha Św. Poza tym czy na pierwsze spotkanie nie prowadzi nas też czysta ciekawość i tak jak niewierny Tomasz nie uwierzymy jak nie zobaczymy? Na pewno mam je zabrać za m-c na mszę do naszego klasztoru, a to już coś:)
Wiem, że u innych była też modlitwa uwolnienia-przeraźliwe krzyki, niezrozumiałe słowa. Człowiek do końca nie wie, co w nim siedzi.
Ja wiem, że było warto.Zawsze warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz