wtorek, 24 kwietnia 2012

I się doczekałam...

...zwolnienia. Do końca tyg. posiedzę sobie w domu. Leżenie tylko na boczku lub brzuszku. Po kilku tabletkach i okładach czuję różnicę, ale nie nadaję się do pracy. Wczoraj w pracy w ogóle nie zdatna byłam do niczego. Tak to jest, że nawet tyłek można przeziębić, a i Pani doktor potwierdziła anemię. No i szału nie ma. Tyle, że podgonię kawkę i książkę o ile da mi trochę usiedzieć:)
W czwartek jadę do kliniki i pewnie rewelacji nie będzie, bo najpierw muszę skończyć jedne tabletki, aby zacząć brać żelazo, kolejne badania  i tak czuję, że to będzie dopiero w następnym cyklu. Ech, jak nie urok to...
Zakładam po prostu, że wszystko ma swój czas...
Miłego dnia:)

2 komentarze:

  1. MAm nadzieję, ze nie masz nic przeciwko temu, ale pozwoliłam sobie skopiować zdjecia z kryminalnej majówki na mój blog, nie zrobiłam swoich!
    A poza tym zdrówka, odpoczywaj i cierpliwości, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Choroba nie wybiera. Skup się na drobnych przyjemnościach to może szybciej sobie pójdzie :) Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń