wtorek, 3 kwietnia 2012

Ech...

Kolejna wizyta w Klinice po zrzuceniu kilogramów.Dla mojego zdrowia super! Ale i tak okazuje się, że choroba jak PCOS nie da mi pewności, że naturalnie zajdę przy leczeniu farmakologicznym.Inseminacja też tylko raz ale to tylko na moją prośbę a daje mi to może kilka procent. O naturalnym zapłodnieniu nie mam co marzyć zatem, choć in vitro daje mi tą możliwość.I jak tu się nie zgodzić? Okres oczekiwania na dziecko adoptowane jest długi a zabieg potrwa bardzo krótko.Tylko znów kasa!Jak nic wiąże się to z zaciągnięciem kredytu.
Najgorsze jest to, że nie wiem jak przetrwam to psychicznie gdy dowiem się, że nic z tego nie wyszło.Z drugiej strony mieć tą szansę i nie skorzystać choć jeden raz...
No i dlaczego ja???

8 komentarzy:

  1. Współczuję Ci! W mojej rodzinie jest identyczna sytuacja, a in vitro niepewne, czas oczekiwania adopcyjnego 5 lat. Czasem sie nie da tego muru przeskoczyć i pozostaje to pytanie, które zadałaś,, dlaczego ja?!"Mimo, wszystko, niech nadzieja w Tobie nie gaśnie, w życiu zdarzają się cuda, czasem blisko nas, a czasem nam! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cie w 100%.. :( Gabrysia

    OdpowiedzUsuń
  3. ja na szczęście nie miałam problemów z zajściem w ciąże, ale mój kuzyn z żoną adoptował dwie dziewczynki trzy lata temu, teraz czekają na narodziny kolejnej córeczki, więc nie trać nadziei:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam za Ciebie kciuki. Na pewno wszystko się uda:)
    Pozdrawiam Ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa nie poddawaj się złym myślom... myśl pozytywnie!!!! Pamiętaj wszystko jest możliwe! Na pewno będzie dobrze!!!! Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Przesyłam same pozytywne mysli i trzymam kciuki żeby wszystko sie udało :)
    bądz dobrej mysli :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana przesyłam dużo pozytywnych myśli:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam jak moja koleżanka wysyłała mi listy (już teraz to lata temu), o wyjazdach na leczenie, wszystkie badania, ciągle coś nowego itd itp co mam Ci pisać, sama wiesz:(
    Okazało się na koniec, ze w sumie ona by mogła, ale jej mąż nie bardzo. Lekarz zaproponował by "ojcem" dziecka był anonimowy dawca- mąż się nie zgodził. Dla mnie było to trochę....dziwne, bo ona tyle lat poddawała się różnym zabiegom dla Niego, bo On bardzo bardzo dziecko chciał, a kiedy okazało się, ze jednak on bardziej tego dziecka nie może mieć, to..
    Cóż. Złożyli papiery o adopcję, i czekali, pieniędzy w bród tez, bo różne duperele wymagają. I tak czekali, aż mieli nóż na gardle, albo biorą to dziecko, albo ...albo dostaną takie które jest już duże i to też znów nie wiadomo kiedy, bo różnica wieku jakowaś istnieje, i jest brana pod uwagę przy adopcji. Więc chcąc mieć dziecko - "brali co dostali", ze tak powiem.
    Ale teraz myślę, że to akurat tak musiało być, bo mają dziewczynkę, Ona się tak do nich upodobniła wizualnie, ze jak ktoś nie wie, to w życiu by nie powiedział, ze adoptowana :)
    A inni znajomi adoptowali siostry :) W czasie procesów adopcyjnych pierwszej, okazało się, ze własnie urodziła się jej siostrzyczka, a matka pozbawiona praw rodzicielskich, stanęli na głowie ich adwokat też, i mają teraz czwórkę dziewczynek, bo jakiś czas po tym, okazało się, że znajoma zaszła w ciąże i urodziła bliźnięta:) Też dziewczynki.
    Zycie pisze różne scenariusze, wiec trzymaj się i staraj myśleć pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń